czwartek, 13 lipca 2017

Uwaga!

Blog na chwilę obecną zawieszony.

sobota, 11 marca 2017

Kilogramy szczęścia...

Zgredusiowi, moim dwudziestu ośmiu kilogramom szczęścia, które właśnie przygniatają mi nogi.

Z początku kilogramów szczęścia
Było niewiele do wzięcia.
Potem liczba urosła, kilogramów przybyło
Ale domu nie ma, jak do tej pory nie było.

Zaraz potem zniknęły inne kilogramy czarnego szczęścia
Zrobiło się dużo, za dużo smutnego miejsca.
Potem było już tylko gorzej
Coś jeszcze zniknęło. Może
To to, co do tej pory zawsze było.
Ciepło. A teraz... gdzieś pomiędzy metalowymi kratami się skryło.

Lecz nagle bursztynowe spojrzenie
Pozwoliło kilkunastu już kilogramom na... marzenie.
Ogród. Dwie świnki morskie. Patyk wysoko w powietrzu, a nade wszystko
Rodzinne ognisko.
A przy nim - kiełbasy, miłości pełno i ciepła siły.

Choć teraz kilogramy szczęścia co prawda trochę się zmieniły,
Przybyło trochę powagi,
Ubyło szaleństwa, pozostało rozsądnej odwagi,
Kilogramy szczęścia nadal lecą z jęzorem wywieszonym kilometr za paszczą,
Nadal lecą, zimnym nosem policzek co rano głaszczą,
Nadal, cokolwiek by się stało, bezgranicznie ufają.
Nadal, jak i zawsze, kochają.

niedziela, 26 lutego 2017

Informacyjnie

Najmilsi. Od pewnego czasu zupełnie nie wiem, co począć z tym blogiem. Nie dość, że mam tysiąc pomysłów na treści, które chcę tu publikować, w czego efekcie nie mam żadnego, czuje coraz większą potrzebę powrotu do wordpressa (dla niewtajemniczonych - do innej platformy blogowej). Zaczynałam swoją przygodę z pisaniem właśnie tam, ale z jakichś dziwnych powodów zrezygnowałam, przenosząc się tutaj. Po części się rozumiem - niby tu fajnie, super szablony, świetne opcje, ale... nie do końca. Wspaniale - ale na początek. Teraz zaś, starając się bloga jakoś spersonalizować, nie mam zbyt dużego wyboru. Żadnym specem w języku html nie jestem, więc blogger, czyli ta platforma tutaj, nie bardzo nawet ma mi co zaproponować. Wordpress zawsze wydawał mi się poważniejszy, a, według ogromnej części blogosfery, jest także i lepszy. Zatem, panie i panowie, wielką przeprowadzkę czas zacząć.
Zwierz musi zostać oswojony, bo przecież nie chcemy, by kogoś ugryzł, zatem adresu na razie nie podaję, ale zapraszam na drugiego mojego bloga.

wtorek, 24 stycznia 2017

Wesołe światełko...

Wesołe światełko zalśniło w kniei
Rozbłysło na chwilę... i zgasło,
Pogrążając świat w cichej zawiei
Codzienności. Jakby na hasło
Nie z tego świata, jakby na znak dany
Przez nie wiadomo kogo,
Zalśniło jednocześnie pięknie i srogo.

Promyk jasności, symbol nadziei,
Magicznej mocy przedłużenie,
Trochę radości i serca spełnienie.
Uśmiech.

On dużo może - przenosić góry,
Sadzić nasiona miłości,
Zdmuchiwać z ciemnego oblicza chmury
I dawać nadzieję radości.

Uśmiech jest najprostszą magią,
Najoczywistszym odruchem ludzkiego serca.
Trochę uczucia, empatii więcej,
I rzeczywistość będzie piękniejsza.

niedziela, 15 stycznia 2017

Widok z okna - edycja zimowa :)

Pisane naprędce w hołdzie splątanym gałęziom przed moim oknem.
Biały puch przykrył drzewa,
Owionęła zima lodowym wdechem,
Gdzieś w koronie sójka śpiewa,
Wiatr przeleciał ze złym śmiechem.
Wszystko zlodowaciało,
Świat zasnął leniwie,
A jakby tego jeszcze było mało,
Powietrze - nieżyczliwie -
- Lodową przyjęło barwę.
Sypiąc, niczym skarbem,
Śniegiem.


piątek, 16 grudnia 2016

Kanapowy potwór...


. . . czyli rzecz o najmilszym, najcudowniejszym, najpiękniejszym i najwierniejszym psiaku we wszechświecie - Zgredusiu.




Autorowi zdjęcia dziękuję za możliwość publikacji :)









"Czego?" myśli sobie leń kudłaty
Patrząc spode łba z kanapy.
"Gdzież wy znowu? Gdzież idziecie?
Czy wy sobie sprawy nie zdajecie
Że tu leżę i śpię sobie?
Jak tak można, moje drogie,
Ukochane me właścisko
Gdy śpi sobie smacznie psisko?
Już idziecie?
Ale szkoda.
Nic mnie to nie rusza, wcale.
Wcale...
O, nie idźcie dalej!
Czekaj, czekaj na mnie!
Lecę, biegnę już niezgrabnie,
Na zakrętach bum! w kominek
W ścianę, krzeseł nawet nie ominę!
Już, już jestem,
I co dalej? Gdzie idziemy?
Ach, do kuchni, spoko zatem.
Coś tam sobie piesek schrapie."

wtorek, 29 listopada 2016

Recenzja "Domu wilka"

"Dom wilka" Marka Łasisza to opowieść o przygodach pewnego niezwykłego chłopca. Uciekając od maltretującego go ojca, mały Artur ukrywa się w ciemnej, piwnicznej graciarni, gdzie ograniczeniem jest tylko jego wyobraźnia, a ta, jak wiadomo, nie ma granic...

Moją uwagę, przyznam szczerze, przyciągnęło piękne zdjęcie na okładce. Prześliczne oko spojrzało na mnie i wiedziałam, że na długo pozostanie w mojej pamięci. Ale wróćmy do tematu - w końcu książki po okładce nie powinno się oceniać.

Przygód małego Artura nie sposób zliczyć. Chłopiec trafia do świata, który, z początku obcy, odkrywa z czasem przed naszym bohaterem wszystkie swe tajemnice. Wraz z nim, i my poznajemy tę dziwaczną krainę, gdzie na każdym kroku czeka tyle przygód. Ja jednak nie potrafiłam zagrzać miejsca w Arturowej Nibylandii. Nie czułam się jak w domu. W pewnej chwili zupełnie się zgubiłam - za dużo wydarzeń, a za mało łączności pomiędzy nimi. Trafiłam na nieprzesiany cukier puder, którego słodkie grudki odtaczały się każda w inną stronę i nie sposób było mi ich razem zebrać z powrotem. Myślę, że spokojnie większość wydarzeń z tej książki mogłoby funkcjonować jako osobne, świetne, króciutkie opowiadania.
Baśniowe stworzenia pojawiają się tutaj nie raz, nie raz również spotkać możemy ludzi, od których ciarki przejść mogą po plecach. Dialogi, stworzone, miałam wrażenie, zostały trochę oszczędnie. Brakowało mi także baśniowych opisów, tak wypatrywanych przeze mnie w każdej powieści fantastycznej. Mimo tego jednak czyta się szybko - nie ma problemu z wyniosłym stylem ani z egzaltowanymi określeniami.
Artur jest bohaterem, do którego od razu można poczuć sympatię. Jak na tak młody wiek, jest inteligenty i odważny. Miałam wrażenie jednak, jakby brakowało mu samodzielności - był dzieckiem rzuconym w wir wydarzeń, dzieckiem, które chodziło tą drogą, którą ktoś mu wskazał. Tak zbyt posłusznie, jak na dorastającego, niesfornego chłopca.

"Dom wilka" nie oczarował mnie, tak jakbym chciała, by to zrobił. Pewnie miał na to wpływ także mój gust - urban fantasy nie jest moją ulubioną odmianą fantastyki. Cokolwiek o tej powieści myślę, cokolwiek napisałam i jakkolwiek zostanie to odczytane, nie mogę odmówić talentu autorowi. To naprawdę utalentowany pisarz, obdarzony niezwykłą wyobraźnią, którą, co ważne, potrafi przelać na papier. 

"Dom wilka" nie jest złą książką. To powieść krótka, prosta i konkretna. Nie zachwyciła mnie, ale i nie rozczarowała. Z czystym sercem mogę ją polecić, a i sama nieraz do niej wrócę.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję autorowi.

Uwaga!

Blog na chwilę obecną zawieszony.